Tomasz Witkowski
W obronie rozumu - blog
Historia pewnej prowokacji...O mnieZakazana psychologiaLapidariumKsięga gościEnglish version
W obronie rozumu - blog
RSS
2009/06/17 13:54:16
Szef naukowego serwisu złożył rezygnację, kiedy okazało się, że artykuł, który dopuścił do druku był spreparowaną przez komputer mistyfikacją - takim nagłówkiem "Gazeta Wyborcza" rozpoczyna relację z kolejnej naukowej prowokacji. Kontynuując donosi:

Autorem prowokacji jest Philip Davies, doktorant z Cornell University. Davisa poirytowały częste śmieciowe maile reklamujące internetowy serwis "The Open Information Science Journal" jako "w najwyższym stopniu wiarygodne źródło informacji naukowych". Postanowił zweryfikować te zapewnienia i wysłać do serwisu tekst, który z całą pewnością nie powinien się ukazać. A jednak się ukazał, a wcześniej został pozytywnie zweryfikowany. (...) Choć pod artykułem "Deconstructing Access Points" widnieją nazwiska Davida Phillipsa i Andrew Kenta, jego prawdziwym autorem jest program komputerowy SCIgen opracowany na Massachusetts Institute of Technology.(...)
Kiedy cała sprawa została opisana przez magazyn "The Scientist", Bambang Parmanto szef serwisu (i jednocześnie naukowiec University of Pittsburgh) zrezygnował w poniedziałek z pełnionej funkcji. (...)
Z serwisem rozstał się też Marc Williams, doradzający Parmanto immunolog z University of Rochester. Kiedy fałszerstwo wyszło na jaw zażądał, by jego nazwisko natychmiast zniknęło ze stopki redakcyjnej. (pełen tekst artykułu)

Nie sposób nie dokonać analogii. Gdyby niespełna 2 lata temu ukazała się relacja o prowokcji przeprowadzonej w Polsce, podobnie lakoniczny opis wydarzeń brzmiałby zapewne tak:
 
Kiedy okazało się, że artykuł, który ukazał sie drukiem w "Charakterach" jest mistyfikacją i popularnonaukowym bełkotem, redaktor naczelny tego pisma oświadczył, że redakcja padła ofiarą "sprytnego oszusta".
Autorem artykułu był Tomasz Witkowski zirytowany publikowaniem przez pismo pseudonaukowych treści. W tworzeniu artykułu pomagali mu nieświadomi niczego członkowie redakcji, dodając ponad połowę tekstu, który w rezultacie okazał się plagiatem.
Kiedy cała sprawa wyszła na jaw, Bogdan Białek, redaktor naczelny "Charakterów" nazwał plagiat popełniony przez członków redakcji "oczywistym błędem technicznym".
Członek Rady Naukowej "Charakterów", prof. Wiesław Łukaszewski w publicznej dyskusji oświadczył: "Autor wnosi pod adresem rady zastrzeżenie, że nie pilnuje zawartości tekstów. To jakieś nieporozumienie. Rady redakcyjne (...) są ciałem doradczym w kwestiach polityki pisma, długofalowej strategii marketingowej itp."

No i na koniec jest jeszcze w tym wszystkim "Gazeta Wyborcza". Ta po otrzymaniu informacji o prowokacji polskiej nie zamieściła jakiejkolwiek relacji, uważając zapewne, jak wiele innych gazet, że byłoby to atakiem na inną gazetę i pogwałceniem zasad solidarności zawodowej. Słusznie, o wiele bezpieczniej jest pisać o tym, co dzieje się za oceanem i mieć przekonanie, że realizuje się święte powołanie dziennikarskie - poszukiwanie prawdy i świadczenie o niej.

A mnie się ciągle kołaczą po głowie takie słowa, jak honor, odpowiedzialność, kompromitacja. Słowa, które chyba już dawno w naszym kraju straciły dla wielu jakiekolwiek znaczenie.
2009/06/16 10:54:14
- Kiedy dokładnie się przyjrzymy, widać, że te kwiatki to są penisy, tu gołąbki – jeden na drugim siedzi… W delikatny sposób, ale bardzo sugestywnie jest pokazana ta przemoc. – rozmowa z Ewą Podgórską i Tomaszem Majewskim, psychoterapeutami ze Stowarzyszenia na rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie NIEBIESKA LINIA, które wspólnie z agencją reklamową Saatchi&Saatchi przygotowało kampanię „Makatka”.   (czytaj więcej)


Jeżeli gdziekolwiek można znaleźć dowody na istnienie mechanizmów projekcyjnych, to z pewnością w głowach twórców owych makatek. Być może warto byłoby w końcu przeprowadzić jakieś rzetelne badania dotyczące przemocy w rodzinach zamiast bawić się w haftowanie makatek? Niestety, wygląda na to, że badania w tym obszarze służą głównie propagandzie określonej ideologii, po co więc poszukiwać rzetelnego obrazu rzeczywistości? Haftowaniem penisów z pewnością można osiągnąć dużo więcej.
A mnie po prostu wstyd za takich "psychologów" i "psychoterapeutów"...
2009/06/10 10:13:03
Simon Sings, współautor znanej na świecie książki Trick or Treatment został pozwany do sądu przez brytyjskich chiropraktyków. Przyczyna? Odważył się na wypowiedź stwierdzającą, że niektóre z ich praktyk nie znajdują potwierdzenia w wynikach badaniach empirycznych. Cóż, pewnie łatwiej napisać pozew o zniesławienie niż przygotować rzetelne badania. Trochę zalatuje Inkwizycją. Przeciwko ingerencji  prawa w kwestie nauki rozpoczęła się kampania zainicjowana przez Sense About Science. Protest można przeczytać i podpisać TUTAJ
3 razem elementów



W obronie rozumu - blogHistoria pewnej prowokacji...O mnieZakazana psychologiaLapidariumKsięga gościEnglish version
Luty, 2009
Marzec, 2009
Kwiecień, 2009
Maj, 2009
Lipiec, 2009
Sierpień, 2009
Wrzesień, 2009
Październik, 2009
Listopad, 2009
Grudzień, 2009
Styczeń, 2010
Luty, 2010
Marzec, 2010
Kwiecień, 2010
Maj, 2010
Czerwiec, 2010
Lipiec, 2010
Wrzesień, 2010
Październik, 2010
Listopad, 2010
Grudzień, 2010
Styczeń, 2011
Luty, 2011
Marzec, 2011
Kwiecień, 2011
Maj, 2011
Czerwiec, 2011
Lipiec, 2011
Sierpień, 2011
Wrzesień, 2011
Październik, 2011
Listopad, 2011
Grudzień, 2011
Styczeń, 2012
Luty, 2012
Marzec, 2012
Kwiecień, 2012
Maj, 2012
Czerwiec, 2012
Lipiec, 2012
Wrzesień, 2012
Grudzień, 2012
Luty, 2013
Kwiecień, 2013
Maj, 2013
Czerwiec, 2013
Lipiec, 2013
Sierpień, 2013
Wrzesień, 2013
Październik, 2013
Grudzień, 2013