Tomasz Witkowski
W obronie rozumu - blog
Historia pewnej prowokacji...O mnieZakazana psychologiaLapidariumForumKsięga gościEnglish version
NAUKA - LUDZKA RZECZ
To tytuł konferencji poświęconej pozamerytorycznym determinantom rozwoju nauk empirycznych. Konferencja odbędzie się 12-13 marca 2010 r. w Sali Wystawowej Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Program zapowiada się bardzo ciekawie.
Konferencję zakończy dyskusja na którą zostalem zaproszony przez oraganizatorów: Czy metoda jest pewnym kryterium odróżnienia nauki od pseudonauki? Dylematy nauk społecznych. Organizatorom dziękuję za zaproszenie a wszystkich zainteresowanych tematyką serdecznie zapraszam!

<< [[Modules/Blogger/PubComment_:_backToHome]] Dodaj nowy komentarz
Tomasz Witkowski
2010/04/01 22:38:35
Panie Błażeju
Przepraszam, że tak późno odpisuję. Nawał obowiązków i przyjemności :-) nie pozwolił mi na to wcześniej. Kiedy przeczytałem Pana wpis po raz pierwszy, ręce opadły mi do samej ziemii. Pomyślałem wówczas - i po co bylo gonić te kilkaset kilometrow do Krakowa i z powrotem? Przecież każdy i tak usłyszy to co chce. A co Pan usłyszał? Cyt: "Uczestnicy panelu zgodnie stwierdzili, że tym co odróżnia naukę od pseudonauki jest metoda naukowa." A jaki Pan wniosek wyciągnął? Cyt: "Że metoda nie jest pewnym odróżnieniem nauki od pseudonauki, zgodziliśmy się." Kto się zgodził Panie Błażeju? Pan sam z sobą na pewno. Pan Jacek próbował bardzo delikatnie zasugerować coś innego. Bez skutku. Chciałbym wierzyć, ze ludzie jednak kiedyś zaczną myśleć. Jeszcze wierzę...
Radosławie...
2010/03/29 22:55:19
Nick???
Radosławie Drogi (pozwalając sobie na pewnego rodzaju poufałość),
...przecież stoi jasno i dokładnie, że pomylić mogłeś się, toć to ludzka rzecz, i że ten drugi Witkowski, napisał jeszcze kilka innych pozycji, poza wspomnianą :-)))) Więcej luzu, dystansu. A tak wracając do wspomnianego w tym temacie "nicku" - to Radosław, w mowie mej ojczystej, czyli polszczyźnie, to jest niczym innym, jak tylko imieniem...
Tak to już jest..., zwrócić komuś uwagę, że mu "godzina dla Ziemi" resztki cienia w myśleniu pozostawiła, to się od razu burzy. Radosław, w treści masz rację, w treści!!! i to jest najważniejsze, a czy Witkowski ma na imię Michał czy Tomasz, to nie jest istotne dla sprawy ...
pozdrowienia (szczere!!!! jak najbardziej, nawet jeśli w Internecie najszczersze intencje się wypacza i nie wierzy im się...)
Radosław
2010/03/29 20:58:47
Podpisać się nickiem nie łaska :)
Faktycznie, powinno być Tomasz nie Michał nie mówiąc o paru literówkach. Nie sadzę, aby odpowiadał za to Freud bo twórczości pana Michała Witkowskiego nie znam, ale wiem, że napisał też inne powieści niż "Lubiewo".
heh
2010/03/28 19:14:54
pomyłka
Freudowska pomyłka? :-)
hihihi, hahaha
2010/03/28 18:41:03
Radosławie,
...rzeczywiście Witkowski jest Twoim ulubionym psychologiem, a może raczej autorem, bo jak piszesz...: "świetnie temu służy robota Pana Michała Witkowskiego"... Cóż, spod pióra Michała Witkowskiego wyszło "Lubiewo", spod pióra Tomasza Witkowskiego "Zakazana psychologia". Jeden i drugi ma też "na sumieniu" kilka innych pozycji, ale tylko jeden z nich jest psychologiem. I chyba tak naprawdę nie do końca ulubionym Radosława... ;-))))

p.s. każdy może się pomylić, ot natura ludzka taka.
Radosław
2010/03/28 18:16:07
Przepychanka Pana Błażeja z Penm Jackiem
Wchodzę na stronę mego ulubionego psychologa i co widzę, interesującą dyskusję..., sprowadzającą się do drobnej różnicy akcentów. Z jednej strony zgadzam się z Panem Jackiem, że ważniejsze jest obalanie "bałwana nauki", z drugiej strony uważam, że świetnie temu służy robota Pana Michała Witkowskiego, nawet jeśli on uważa się za jego "czciciela" - nie kontrolujemy wszystkich skutków swych działań a on swoim pokazuje w jaki sposób robienie z nauki mitu może jej zaszkodzić. Parafrazując znane porzekadło "okazja czyni szarlatanem". Jednocześnie zgadzam się z Panem Jackiem, że robota M.W to tylko drobne poletko, na tym polu powinni wykazywać się również inni na przykład filozofowie. I niektórzy z nich to robią, wykazując przy okazji niedostatki filozofii takiego powiedzmy Karla Poppera - to o Popperze piszę w ramach drobnej dygresji. Nie mniej zastanawia mnie nadmiernie retoryczny styl wypowiedzi Pana Jacka, który nawet o międzynarodówkę zahacza, chociaż wcześniej rozsądnej mówił wskazując na różnicę między konwencjonalizmem (może też instrumentalizmem?) a irracjonalizmem. Jeśli zaś idzie o to, co nam zagraża, to tu powinien zabrać głos jaki tęgi socjolog, bo my szaraczki to sobie różnie oceniać możemy w zależności od tego w jakich kręgach się obracaliśmy i w jaki sposób. Mogę wskazać takie miejsca w sieci, zakładam tu pewnie zbyt pochopnie, że Pan Jacek i Pan Błażej na sieciowym życiu opierają sądy swe), od których łatwo nabrać mniemań o co raz większym triumfie i znaczeniu skrajnych scjentystów, zwolenników New Age, Radia maryja czy czego tam jeszcze chcecie. :)

Ps: pozdrawiam i zapraszam przy okazji na forum. http://forum.histmag.org/index.php?board=154.0
Jacek Breczko
2010/03/18 19:34:29
Naprawianie skaz czy obalanie bałwana

W tekście Błażeja jest wręcz „norwidowska” gęstość myśli. Mógłby się jednak pochylić nad tak marną istotą jak Jacek Baryczko (tak naprawdę Breczko) i nieco mniej złożone zdania budować. Rozłożenie bowiem tych zdań na czynniki pierwsze to mrówcza robota analityczna i to miałem na myśli mówiąc o potrzebie „prostowania twierdzeń” Błażeja. Chciałem zatem sprostować moją poprzednią wypowiedź: napisałem „sprostować”, a powinienem napisać „prostować”. Przepraszam Błażeja.

Ogólna myśl Błażeja jest, o ile się nie mylę, taka, że większym zagrożeniem jest panujący w społeczeństwie „kult nauki” niż pojawiające się różne ezoteryczne, egzotyczne wiary, idee, koncepcje (a wśród nich różne mutacje psychoanalizy). Niewykluczone bowiem, że są one prawdziwe, brzytwa Poppera się ich bowiem nie ima (niech mi Ockham wybaczy), nie są one natomiast POTĘŻNE, groźne. Krótko mówić demonizujemy zagrożenie, nie dostrzegając prawdziwego zagrożenia, z którym trzeba walczyć. Tym prawdziwym zagrożeniem jest KULT NAUKI, kult nowego bałwana.

Mógłbym zrobić unik i odpowiedzieć: „Niech każdy robi swoje”. Niech Witkowski tropi szarlatanów udających naukowców, a Błażej niech zmienia mentalność społeczeństwa, mentalność człowieka Zachodu, ba, nawet mentalność ludzkości pokładającej w nauce nadmierne nadzieje. Mógłbym nawet cichutko i ironicznie zapytać: „A jak Błażej zamierza to robić? Jakie ma środki dotarcia do ludzkości z tym swoim przesłaniem?”. Program Witkowskiego jest bowiem niewielki, okropnie minimalistyczny, przyziemny, chce bronić konkretnych ludzi, którym dzieje się krzywda, a nie prostować ścieżki ludzkości. I ma narzędzia. Oddziałuje. Tak, to byłby unik. Sprawa jest poważniejsza.

Podejście Błażeja, że „pierwszą potrzebą jest obalenie bałwana, a nie oczyszczanie ze skaz” przypomina podejście niektórych marksistów z II międzynarodówki, że nie ma sensu pomagać biednym i bezdomnym, bo jak będzie rewolucja, to zniknie bieda i bezdomność. Nie warto zatem dawać datków żebrakom, należy całe siły i środki skoncentrować na robieniu rewolucji. Kryje się w tym bezduszność właściwa wielkim naprawiaczom ludzkości, którzy tracą z oczy krzywdę konkretnych ludzi. Nie wiem, czy to się stosuje do Błażeja, ale pewne niebezpieczeństwo takiej postawy w tych jego tekstach dostrzegam.
Po drugie. Wydaje mi się (ale to do dyskusji), że Błażej błędnie ocenia zagrożenia. Moim zdaniem, nie zalewa nas teraz (jak w końcu XIX wieku) błędny, redukcjonistyczny scjentyzm, niszczący sferę wiary i tajemnicy. On jest w odwrocie. Zalewa nas natomiast fala irracjonalizmu, jakiś nowy wykoślawiony post-romantyzm przebrany w szaty post-modernizmu, dekonstruktywizmu, post-neo-strukturalizmu, post-neo-szamanizmu, itp. wszystko to okadzone New-Agowskimi kadzidłami. Dostrzegają to nie tylko skrajni scjentyści, czy programowi racjonaliści, ale również zwolennicy tradycyjnej religii (weźmy choćby encyklikę Fides et ratio).
Jeden z panelistów posłużył się metaforą zapałki: w ciemnym pokoju zapalamy zapałkę, tyle pozwala nam zobaczyć nauka, a przecież ten pokój jest niezwykle różnorodny, bogaty; nie ograniczajmy się do tego, co zobaczyliśmy w blasku zapałki. To piękna metafora, ale warto zrobić małe zastrzeżenie: taki drobne światełko w ciemnym pokoju może być bardzo pożyteczne. Nie lekceważmy wątłego światełka nauki w mroku jaki roztacza się wokół ludzkości. To prawda, że rozum to nie wszystko, że nie samym rozumem człowiek żyje. Ale odrzucenie rozumu to katastrofa. Gdy odrzucamy rozum – nawet w szlachetnej intencji obrony sfery wiary, tajemnicy, sensu (jak to czynili romantycy) – budzą się demony.
Pod rozwagę daję cytat z Gombrowicza:
„Nie tracę z oczu, że nauka (choć nieludzka) jest naszą nadzieją, że (choć paczy) wydobywa z tysiąca spaczeń, że, choć okrutna, jest także opiekuńczą matką. Że to przekleństwo nasze jest także naszym błogosławieństwem. [...] Alienacja? Zboczmy z utartej drogi, spróbujmy przyjąć, że to nie takie straszne, że jednak my tę alienację „mamy w palcach”, jak mówią pianiści, w tych naszych palcach rozumnych, technicznych, które oprócz alienacji przynoszą robotnikowi więcej w ciągu roku dni wolnych, wspaniałych, świątecznych, niż dni pracy. Pustka? Bezcelowość? Nicość? Po cóż tak zaraz przesadzać? Bóg, czy ideały, wcale nie są potrzebne aby odkryć najwyższą wartość, wystarczy nie jeść trzy dni, a kawałek chleba stanie się tą wartością; potrzeby nasze stanowią fundament wartości naszych, i sensu, ładu, życia. Bomby atomowe? Kilka wieków temu umierano przed trzydziestym rokiem, zarazy, nędza, diabeł, czarownice, piekło, czyściec, tortury... czy wam się w głowie nie przewróciło od wygód, czy zapomnieliście czym byliście wczoraj?”
Błażej
2010/03/17 10:16:47
dmuchanie balona, który nas nie uniesie
Nie znam konwencji językowej, która pozwalałaby dyskutantowi na "sprostowanie" wypowiedzi kogoś z kim wdaje się w polemikę. Zdaje się, że prawo do sprostowania jest wyłącznym przywilejem autora wypowiedzi.

Nie twierdzę, że same metody są irracjonalne, natomiast że irracjonalna jest wiara, jaką darzy się metodę jako drogę prowadzącą do prawdy i dobra zarazem. Irracjonalne jest twierdzenie, że „naukowy” to zarazem PRAWDZIWY I POTĘŻNY. Rozumiem, że takie przekonanie przypisuje Jacek Baryczko "ludowi", nie naukowcom i sam nie jest jego wyznawcą. W celu uniknięcia zagrożenia od podszywania się pod naukę teorii być-może-PRAWDZIWYCH (popperowska teza, że teoria jest niefalsyfikowalna nie znaczy, że nie jest prawdziwa, a tylko to, że w przyjęty w nauce sposób, jej nieprawdziwości nie możemy wykazać), ale już na pewno nie-POTĘŻNYCH, proponują Jacek Baryczko i Tomasz Witkowski tropienie tych drugich. Ja z kolei proponowałbym zdemitologizowanie nauki w oczach "ludu", który wolę nazywać społeczeństwem, tak by powszechnym było nie twierdzenie, że to co naukowe jest prawdziwe i potężne, a twierdzenie, że to co naukowe jest prawdziwe w dowiedlny w ramach pewnej umowy sposób. Jeżeli zauważamy zjawisko kultu nauki w społeczeństwie, to czy pierwszą potrzebą jest oczyszczanie ze "skaz", czy obalenie bałwana?
Jacek Breczko
2010/03/16 12:00:58
metoda, nauka, pseudonauka
W komentarzu Błażeja jest tak wiele twierdzeń wymagających sprostowania, że chyba „lepiej mówić o czymś innym”. Może tylko jedna uwaga. Autor proponuje akcent z metody badawczej przełożyć na sens danych badań i owoce do jakich prowadzą. Wybór metody uznanej za naukową (racjonalną) jest bowiem – argumentuje – ZAWSZE czymś historycznym (przypadkowym) i apodyktycznym (konwencjonalnym), czyli IRRACJONALNYM. Pomijam to dziwne przejście od konwencjonalizmu do irracjonalizmu, chciałbym tylko zauważyć, że ocena sensu danych badań i owoców do jakich prowadzą wydaje się być jeszcze bardziej wystawiona na zarzut relatywizacji historycznej i apodyktyczności, czyli w terminologii Błażeja na irracjonalizm.

Byłem słuchaczem dyskusji panelowej na krakowskiej konferencji i nasunęło mi się kilka refleksji. To prawda, że ideologia, którą można nazwać „racjonalizmem scjentystycznym”, a która głosi, że wartościowe poznawczo (sensowne i prawdziwe) są tylko wyniki „naukowego przyrodoznawstwa” sama nie tylko nie jest naukowa, ale jest również niesłuszna. Poza burtę sensowności i prawdy należałoby bowiem wyrzucić kluczowe dla człowieka dociekania, mianowicie pytania o sens istnienia świata, człowieka, cierpienia oraz o dobro i zło. Naukowe przyrodoznawstwo na takie pytanie nie odpowiada. Aparatura badawcza nauk eksperymentalnych takich obiektów nie rejestruje. Dlatego też pojęcie „światopoglądu naukowego” to oksymoron. Chcąc mieć pogląd na świat musimy wykroczyć poza tezy naukowego przyrodoznawstwa i nie ma w tym nic nagannego. Monopol poznawczy metod naukowego przyrodoznawstwa jest zatem nieuprawniony. Mistycy mają prawo do swoich poszukiwań, filozofowie do swoich, literaci do swoich (poszukiwań prawdy i rzeczywistości, a nie tylko rozrywki). Paneliści broniący wartości nauki i metody naukowej nie głosili jednak poglądu o takim monopolu naukowego przyrodoznawstwa (nawet siedzący na skraju logik był jak najdalszy od empiryzmu logicznego). Dostrzegali natomiast i podkreślali – szczególnie dr Witkowski – pewne zagrożenie. Otóż nauka, będąca matką techniki, cieszy się w społeczeństwie rosnącym prestiżem. Można by nawet mówić o kulcie nauki (nauka jako nowe bóstwo). To proces narastający od XIX wieku. Przymiotnik „naukowy” dodany do danej doktryny jest zatem czymś nobilitującym. „Naukowy” czyli zarazem PRAWDZIWY I POTĘŻNY (w XIX wieku w tle była moc pary i elektryczności, w XX wieku dodać można moc atomu i komputerów). Nic dziwnego, że komunizm miał być „naukowy” (na uczelniach w ZSRR wykładano nawet „naukowy ateizm”). Również nazizm odwoływał się do naukowości w swoich koncepcjach rasowych. Dr Witkowski dostrzega podobne zagrożenie. Przymiotnik „naukowy” próbują sobie przywłaszczyć głosiciele różnych ideologii, teorii, które nie mają nic wspólnego z metodami naukowego przyrodoznawstwa. A TO JEST NIE TYLKO NADUŻECIE, ALE I WIELKIE ZAGROŻENIE. Szczególnie niebezpieczne są tutaj pogranicza psychologii, a zwłaszcza różne mutacje psychoanalizy (Popper, przypomnijmy, wykazał, że psychoanaliza, podobnie jak marksizm, to pseudonauka w świetle koncepcji „falsyfikacji”). Przez tą niedostatecznie strzeżoną granicę do krainy nauki przenikają różni podejrzani osobnicy, nierzadko szarlatani, którzy próbują wykorzystać „naukowość” by zdobyć prestiż i zaufanie. Mamy zatem „naukowych psychoanalityków”, którzy potrafią prostym kluczem (np. wypartych w podświadomość krzywd z dzieciństwa) wytłumaczyć wszystkie niepowodzenia dorosłego. Wkrótce zapewne pojawią się (o ile już się nie pojawili się) naukowi numerolodzy, naukowi tarociści, naukowi kabaliści, naukowi wróżbici, naukowi szamaniści i Bóg wie kto jeszcze.
W świetle – głoszonego przez Błażeja – poglądu, że metody „nauk twardych”, (eksperymentalnego przyrodoznawstwa) są przypadkowe i irracjonalne, nie ma różnicy między nimi, a metodami astrologii, numerologii, kabały, wrożkarstwa. I w ten sposób lądujemy w jakimś relatywistycznym, synkretycznym kotle NEW AGU i możemy gadać co ślina nam na język przyniesie nakładając z dumą fartuch naukowca. A skoro mamy fartuch naukowca, to możemy też nałożyć fartuch eksperta, biegłego sądowego. I tutaj dotykamy sprawy szczególnie bolesnej, na którą dr Witkowski jest szczególnie uczulony. Na przykład, powtarzam, na przykład, błędne opinie biegłych oparte na fałszywej ideologii, że molestowanie w rodzinach jest powszechne doprowadziły do skazania wielkiej liczby niewinnych ludzi na długoletnie więzienie. Owi biegli wydając fałszywe opinie (które sąd akceptuje, bo to naukowcy) utwierdzają się w swojej wizji świata i kreują zjawisko pokrewne w mikro-skali „polowaniu na czarownice”. Czyż stosując podobną logikę, naukowcami nie byli biegli inkwizytorzy (za takich byli wszak uważani, było naukowe „czaro znawstwo”). Błażej mówi, że nie metoda (zawsze irracjonalna), ale owoce decydują o naukowości, czy też wartości dociekań naukowych. Czyli „po owocach ich poznacie”. A jak lud oceniał topienie i palenie czarownic? A jak lud ocenia kastrowanie pedofilii i kazirodców? Czyż biegli przyczyniający się do odkrywania „prawdziwej skali zjawiska” – pomijający hamujące, sceptyczne metody doświadczalno – empiryczne - nie zasługują na uznanie?
Błażej
2010/03/15 11:49:05
czy metoda jest dobrym kryterium odróżnienia nauki od pseudonauki?
Uczestnicy panelu zgodnie stwierdzili, że tym co odróżnia naukę od pseudonauki jest metoda naukowa. Zgodzili się też co do tego, że sama metoda jest kwestią umowy społeczności naukowców w danym momencie dziejów. Zgoda na prowadzenie badań daną metodą jest więc kwestią wiary w słuszność danego nieuzasadnionego racjonalnie poglądu na to jak należy uprawiać naukę. Nie ma sposobu by racjonalnie dowieść słuszności wyboru metody. Wybór metody wyprzedza samą naukę i jest problemem wyznawanej ideologii.

U podstaw uprawiania nauki leży irracjonalna wiara w słuszność dominującej metody gromadzenia wiedzy.

Konkludując, Pana misja, to jest: tropienie pseudonauki na drodze sprawdzania metody jaką posłużono się dochodząc do wyników jest z gruntu irracjonalna, sprowadza się do wskazywania autorów, którzy nie przestrzegają nieformalnej skądinąd umowy większości, co do metody. Bardziej płodne wydaje się pytanie o sens danych badań, zarówno tych posługujących się dominującą metodą jak i ją odrzucających. A więc pytanie o owoce do jakich dane wnioski mogą prowadzić, a nie procedurę dochodzenia do wniosków. Czasopisma naukowe ostro selekcjonujące zgodność metodologii badań z dominującym trendem obfitują w teksty o wnioskach miałkich, banalnych, a nawet ocierających się o śmieszność.

Że metoda nie jest pewnym odróżnieniem nauki od pseudonauki, zgodziliśmy się. Pozostaje pytanie, czy jest dobrym kryterium (tak, w sensie etycznym)? Czy wszystko, co w jej obrębie przynosi dobre owoce? A wszystko co poza nią-złe?
10 razem elementów
Dodaj nowy komentarz
Nazwa*
Temat*
Komentarz*
[[Components/Captcha_:_title]]*
[[Components/Captcha_:_refreshImageTitle]]


W obronie rozumu - blogHistoria pewnej prowokacji...O mnieZakazana psychologiaLapidariumForumKsięga gościEnglish version
Luty, 2009
Marzec, 2009
Kwiecień, 2009
Maj, 2009
Czerwiec, 2009
Lipiec, 2009
Sierpień, 2009
Wrzesień, 2009
Październik, 2009
Listopad, 2009
Grudzień, 2009
Styczeń, 2010
Luty, 2010
Marzec, 2010
Kwiecień, 2010
Maj, 2010
Czerwiec, 2010
Lipiec, 2010
Wrzesień, 2010