 | | |
|
Obrońcy medycyny alternatywnej i wszelkiej maści psycho-wynalazków z niezwykłą gorliwością sięgają po argument placebo, szczególnie kiedy kończą się im się inne dowody skuteczności poddawanych w wątpliwość praktyk. Placebo jest traktowane jako zjawisko korzystne, lecznicze i zawsze możliwe. Jeśli czynią to ludzie niewykształceni, to pół biedy, bo to tylko ignorancja. Jeśli jednak powołują się na ten argument naukowcy i ci, którzy za wyksztalconych chcą uchodzić, to jest to kolejne oszustwo zaciemniające rzeczywisty obraz zjawiska. Zanim bezmyślnie sięgniemy po argument placebo lub po raz kolejny przytakniemy argumentom zwolenników szarlatanerii, zapoznajmy się z nieco szerszym ujęciem tego fenomenu. Gorąco polecam artykuł doktora medycyny Macieja Zatońskiego:
Termin "placebo" zaczął być używany prawdopodobnie w XI lub XII wieku - pierwotnie jako określenie pieśni żałobnych, a następnie w odniesieniu do osób próbujących się komuś fałszywie przypodobać. Do medycyny trafiło stosunkowo niedawno, prawdopodobnie po tym jak z braku środków przeciwbólowych rannym żołnierzom podawano mieszaninę mąki i cukru i oświadczając, że otrzymali właśnie silny środek przeciwbólowy. Jednak efekt "wiary" w działanie substancji jest znany i wykorzystywany prawdopodobnie od tysięcy lat ("Wstań! Twoja wiara Cię uzdrowiła" (Łk 18,42)). Efekt te nie ogranicza się wyłącznie do autosugestii, ponieważ obecnie wiadomo, że skutecznie zastosowane placebo może wywoływać określone zmiany biochemiczne w organizmie (a nie jak dawniej sądzono wyłącznie psychologiczne). Nie należy więc traktować stosowania placebo jako oszustwa lub braku terapii. Reakcja organizmu jest tym silniejsza, im większe są oczekiwania pacjenta co do podanego leku. Udowodniły to badania mózgu pacjentów leczonych z powodu bólu analizowane w tomografii pozytronowej (PET) prowadzone w University of Michigan.
O ile pierwotnie w medycynie stosowano placebo w leczeniu bólu, obecnie wiadomo, że można ten sposób leczenia wykorzystywać w innych chorobach. Na przykład w leczeniu depresji. W niektórych badaniach wykazano, że placebo prawie tak samo skuteczne jak stosowanie leków przeciwdepresyjnych (różnica w granicach 20%). Placebo działa też np. w czasie ćwiczeń fizycznych czy redukcji masy ciała (badania Uniwersytetu Harvarda, prof. Langer).
Wykazano także, że efekt terapeutyczny występuje już w momencie wizyty u lekarza. Wiadomo także, że im więcej jest fizycznego kontaktu "uzdrowiciela" z pacjentem, tym skuteczniejsze jest leczenie. Z tego powodu lekarz poświęcający więcej czasu pacjentowi uzyskuje lepsze wyniki niż taki, który stosuje dokładnie tą samą terapię, ale w wizyta u niego trwa krócej. Z tego samego powodu medycyna "chińska" (np. akupunktura) lub Bioenergoterapie jest skuteczniejsza niż np. leczenie homeopatyczne. Efekt psychologiczny dotyku lub zastrzyku jest prawdopodobnie większy niż tabletek.
Placebo jest więc powszechnie stosowane przez różnej maści "uzdrowicieli", którzy ze względu na samoograniczający się charakter większości chorób oraz efekt "wizyty u uzdrowiciela" (tzw. aura curae) uzyskują o części osób dobre wyniki.
Problem w tym, że placebo to nie tylko pozytywne efekty. W trakcie badania wielu leków, osoby otrzymujące placebo często skarżą się na bóle głowy, brzucha, biegunkę lub wymioty, które pojawiają się po zastosowaniu "leku". U niektórych dochodzi nawet do pojawienia się reakcji alergicznych (wysypka, wstrząs) lub zaburzenia pracy układu odpornościowego (infekcje). W niektórych przypadkach placebo przyspiesza zgon (np. słynne amerykańskie badanie chorych po operacji serca, gdzie wykazano, że jeśli osobom po operacji mówiono, że "Zabieg się udał i cały personel modli się o pana/pani powrót do zdrowia" - to osoby te umierały w okresie pooperacyjnym częściej niż te, o które personel się nie modlił.
Jeśli pacjentom, którzy otrzymują do oddychania roztwór soli fizjologicznej powie się, że wdychają środek drażniący, prawie 50% z nich zaczyna momentalnie się dusić. Co więcej - obserwuje się u nich fizyczne zaburzenia oddychania i skurcz oskrzeli (T. J. Luparello, NY State University).
To jaki będzie efekt zastosowania placebo jest trudne do przewidzenia. Już na początku lat 60. XX wieku we Francji wykazano, że po spożyciu placebo około 20% uczestników badania odczuwało zmianę w samopoczuciu fizycznym i psychicznym. Problem w tym, że połowa zaobserwowała zmiany na lepsze, a połowa na gorsze. Głównym czynnikiem decydującym o kierunku tych zmian wydaje się być nastawienie psychiczne (postawa wobec życia?) osób badanych.
Obecnie uważa się, że nie ma osób odpornych na działanie placebo i że efekt ten można zaobserwować u każdego, bez względu na jego poglądy na temat placebo. Najsilniejszy wpływ placebo tradycyjnie obserwuje się w leczeniu bólu, gdzie placebo przynosi ulgę prawie 30-40% wszystkich chorych. W bólach pooperacyjnych skuteczność placebo zbliża się właśnie do 40% (dla porównania - skuteczność morfiny w bólach pooperacyjnych wynosi 72%). Co ciekawe - jeśli podając morfinę, mówi się pacjentowi, że to placebo, przestaje ona wywierać na pacjenta jakiekolwiek działanie...
Placebo znajduje zastosowanie w każdej dziedzinie medycyny. Stosując placebo można uzyskać poprawę w leczeniu alergii (30%), kataru (20%), kaszlu (do 45%), depresji (30%), nadciśnienie (50%), choroba wrzodowa (do 80%), bóle stawów i artretyzm (do 80%).
Okazuje się w leczeniu wpływ ma także np. kształt, kolor i rozmiar tabletek. Dla przykładu - większość pacjentów uważa, że im mniejsza tabletka, tym silniejsze jej działanie (podczas gdy w rzeczywistości efekt zależy włącznie od ilość substancji aktywnej). Podobnie leki "stawiające na nogi" są zwykle czerwone.
Zresztą nie tylko w medycynie stosuje się placebo. Na wakacjach wiele osób mogło doświadczyć w hotelach serwujących drinki całą dobę za darmo (all-inclusiv) efekty placebo związanego z alkoholem. Naukowcy z University of Washington wykazali, że podając badanym tonik z lodem i jednocześnie każąc podpisać oświadczenie o pełnoletności i stanie zdrowia, które jest "niezbędne do przeprowadzenia eksperymentów związanych ze spożywaniem alkoholu" wszyscy badani (!) którzy dostali tonik z lodem byli przekonani, że pili alkohol. Co więcej - byli tak samo towarzyscy i rozweseleniu jak grupa, której naprawdę podawano wódkę z tonikiem. Zjawisko to jest powszechnie wykorzystywane w hotelach i klubach nocnych, gdzie bardzo często zamiast drogiego alkoholu do drinków używa się wody, mocząc jedynie brzeg szklanki i słomkę w wódce.
Placebo w marketingu jest powszechne. Proszę zgadnąć ile osób ubiegało się o "gwarantowany zwrot gotówki" po 14 dniach spożywania jogurtu probiotycznego, który rzekomo wzmacnia odporność i wzmaga witalność. Podobnie jest z ceną - droższe wino, mięso i czekolada smakują nam lepiej, ale tylko wtedy, kiedy widzimy etykietkę. Badania Uniwersytetu Stanforda ośmieszyły w swoim czasie członków snobistycznych klubów znawców wina, gdy kazano im oceniać dwa wina w cenie odpowiednio 10 i 90 dolarów, podczas gdy w rzeczywistości w obu butelkach znajdowało się tanie wino stołowe za 2 dolary. "Znawcy" zachwycali się droższym winem, krytykując jednocześnie to tańsze. Okazuje się, że pijąc to samo wino, ale będąc przekonanym, że jest drogie, aktywność kory przedczołowej (odpowiedzialnej m.in. za subiektywne odczuwanie przyjemności) jest większa. Podobnie z lekami - ten sam lek w wyższej cenie jest zwykle "skuteczniejszy" i wywołuje mniej skutków ubocznych (nawet jeśli podaje się lek tego samego producenta w innych opakowaniach).
O "skuteczności" suplementów i kosmetyków pisaliśmy już w innej notatce na stronach "W obronie rozumu". Mimo to nadal wielu emerytów dysponujących ograniczonymi środkami finansowymi woli kupić Geriavit (drogi) zamiast leków zleconych przez lekarza. Tak samo jak wiele osób (mimo znanych faktów dotyczących suplementów) stosuje je "na wszelki wypadek". Myślenie magiczne jest niestety ciągle obecne. Ewoluowało razem z ludźmi przez tysiące lat, kiedy nie istniała nowoczesna medycyna. Spinoza pisał, że jeśli nie rozumiemy czegoś, to milcząco przyjmujemy daną treść za prawdziwą. Odrzucenie twierdzenia wymaga bowiem dodatkowego wysiłku. Ocenianie danych treści i klasyfikowanie ich jako fałszywych wymaga pracy umysłu - a do tego ośrodki odpowiedzialne za weryfikację treści i ich odrzucanie odbywają się w ośrodkach mózgu odpowiedzialnych za ból i uczucie wstrętu. Dlatego sceptycyzmu i krytycznego myślenia trzeba się najpierw nauczyć. W polskich szkołach jeszcze się tego nie robi. Powstrzymywanie się od uznaniem czegoś za prawdziwe, dopóki się czegoś nie udowodni jest sprzeczne z naturą człowieka i wymaga odpowiedniej edukacji i pracy. Na razie wyniki badań naukowców z University of California w Los Angeles nie są wykorzystywane w kształceniu i edukacji. Psychologiczny mechanizm przyjmowania rzeczy na wiarę jest wykorzystywany głównie przez specjalistów od marketingu i sprzedaży.
Prawdopodobnie efekt placebo odpowiada za efekty takie jak magia, bioenergoterapia, voodoo, homeopatia czy akupunktura. Potwierdzają to też wyniki badań naukowych, w których żadna z tych metod nigdy nie wykazała się skutecznością większą niż efekt placebo.
Problem z wyżej wymienionymi metodami polega na tym, że są granice efektu placebo. Pewnych chorób (cukrzyca, zawał serca czy nowotwory) nie da rady wyleczyć w ten sposób. Tak samo nie da się cofnąć chorób obecnie uznanych za nieuleczalne. Wbrew powszechnej opinii, że efekt placebo stosują wyłącznie oszuści, jest on dość powszechnie używany przez lekarzy w medycynie - najczęściej jako efekt wspomagający terapię.
Niektórzy autorzy twierdzą wręcz, że nie istnieje coś takiego jak placebo. Poprawa/pogorszenie samopoczucia i idące za tym zmiany biochemiczne w organizmie mogą być wyłącznie efektem sugestii (autosugestii). Dolegliwości i stany w których "działa placebo" to zwykle choroby psychiczne (np. depresja) lub subiektywne dolegliwości. Autorzy ci twierdzą, że pacjent reaguje na placebo wyłącznie wtedy kiedy dolegliwość ma podłoże subiektywne (np. ból) albo wtedy, gdy "wmówił" sobie chorobę lub dolegliwości, które następnie próbuje leczyć (tzw. somatyzacja). Ostatnie badania donoszą, że liczba osób doszukująca się w sobie chorób (np. w celu zwrócenia na siebie uwagi) może sięgać nawet... 30% (niebezpiecznie blisko liczby osób, którym pomaga placebo)...
http://www.facebook.com/?ref=home#!/note.php?note_id=138331326200848&id=114372328598633
|
|
|
<< [[Modules/Blogger/PubComment_:_backToHome]] |
Dodaj nowy komentarz |
|
Etyczne aspekty placebo Ze stosowaniem placebo wiąże się pewien problem etyczny: Czy wolno okłamywać człowieka, aby przywrócić mu zdrowie lub uratować życie? Ten sam problem wiąże się z mówieniem ciężko chorej osobie o jej faktycznym stanie - niewiedza może przedłużyć jej życie. Za okłamywaniem pacjenta kryją się egoistyczne pobudki jego bliskich - chcemy, aby dłużej żył, bo mamy emocjonalną satysfakcję z jego obecności. Takie podejście to brak szacunku dla podmiotowości człowieka. Człowiek ma prawo żyć w prawdzie bez względu na okoliczności. Bez prawdy nie jest się wolnym. Jeśli chcemy szanować podmiotowość i wolność ludzką, musimy odrzucić takie podejście. Człowiek to nie zabawka, która ma jak najdłużej działać. |
|
Religia a placebo Wszystko się zgadza, tylko skoro autor pofatygował się przywołać fragment Ewangelii Łukasza, to dlaczego ostrza swego pióra kieruje wyłącznie przeciw magii, bioenergoterapii, voodoo, homeopatii czy akupunkturze? A co z uzdrawianiem wiarą czy owymi cudeńkami w rozmaitych sanktuariach religijnych (np Jasna Góra)? To przecież wypisz wymaluj także efekt placebo! |
|
Doman Zupełnie z innej beczki - we fragmencie z II części "Zakazanej psychologii" chodzi chyba o "patterning" nie o "pattering". Z wakacyjnymi pozdrowieniami |
|
| |
| |
|  |  |
|