 | | |
Forum
>
Nie ma się czym podniecać czyli przedwczesny triumf
Z początku prowokacja Tomka mnie rozbawiła, ale po chwili (starzy wolniej myślą)doszedłem do wniosku, że to kolejny przypadek "efektu Puchatka": "Im bardziej Puchatek zaglądał do domku prosiaczka, tym bardziej Prosiaczka w nim nie było". Co bowiem wykazała ta prowokacja:
1. Można oszukać redakcję czasopisma poularnonaukowego. A co w tym nowego? Można oszukać redakcje bardziej szacownych "w pełni" naukowych czasopism. Dowody? Kilka lat temu "złapano" na oszustwie jakiegoś niemieckiego fizyka, który wcześniej "otarł" się o nagrodę Nobla dzięki temu, że publikował artykuły, w których "sprzedawał" sfabrykowane dane. Również kilka lat temu wydało się, że pewien "geniusz genetyki" z Korei PłD.,który był "w przededniu" sklonowania człowieka również fałszowaŁ dane, które jak najbardziej były publikowane w "światowych" periodykach. Świadczy to o tym, że oszukać można każdego, ale również o tym, że takie oszustwa są demaskowane. Jeśli Tomek swoją prowokacją chciał udowodnić szczególną podatność na oszustwa właśnie "Charakterów" to za wcześnie ogłosił triumf. Należało poczekać i ujawnić to wtedy, kiedy powstałby stowarzyszenie "jego" terapii lub coś podobnego. Ale mogłoby się okazać, że pies z kulawą się tym nie zainteresował, lub, że w którymś numerze "Charakterów" (lub czegokolwiek) pojawiłby się artykuł demaskujący oszustwo. Nauka jest intersubiektywna i krytyczna, ale też przyjmuje się w niej (wstępnie)zasadę domniemania "subiektywnej prawdy" (autor prawdodpodobnie pisze prawdę subiektywną - czyli wierzy, że pisze prawdę, choć może się mylić) a nie zasadę domniemania kłamstwa (autor prawdopodobnie świadomie łże); zasada domniemania kłamstwa to specjalność CBA, CBŚ, ABW itp. I to domniemanie "subiektywnej prawdy" sprawia, że od czasu do czasu nie tylko "Charaktery" można "zrobić w konia". Ale w dłuższej perspektywie jakoś się to "prostuje", choć wymaga czasu i wysiłku.
2. Prowokacja wskazuje na to, że "rady naukowe" czasopism popełniają błędy lub są nieuważne. To też nie pierwszyzna. W 1995 r. D. Singh opublikował w JPSP artykuł na temat wpływu WHR (proporcja talia biodra)na ocenę atrakcyjności męskiej sylwetki. Nie wiem ilu tam było recenzentów i redaktorów dopuszczających ten tekst, ale przepuścili badanie, w którym był bład jakiego nie powinien popełnić student II roku. Badacz sądził, manipuluje jedną zmienną podczas gdy rzeczywiście manipulował dwoma (szczegóły w moim artykule "Studiach Psychologicznych", 2004 nr 4).
Z nauką jest trochę podobnie jak z piłką nożną: błędy sędziowania, nierównośi boiska i pogoda to czynniki wypaczające wynik, ale "wpisane" w tę dyscyplinę. W efekcie znakomity zespół może przegrać z patałachami podczas śnieżycy i/lub kiedy sędziuje stronniczy sędzia. Ale jeśli takich spotkań będzie 10 czy 20 to szanse na to, że "pałachy" wygrają 80% meczów jest niewielkie. Podobnie w nauce, można oszukać redakcję "Charakerów" lub "The Priciple of Phisics", zdarza się, że recenzenci JPSP nie zauważą "dziecinnego" błędu, może się nawet zdarzyć, że nagrodę Nobla z medycyny otrzyma (jak w 1950 r.) odkrywca lobotomii czołowej, która później okazała się wielką pomyłką, ale po jakimś czasie "to się prostuje". Taka już natura nauki: jak w piłce nożnej błąd sędziego, tak w nauce pomyłki, niedopatrzenia a nawet próby ordynarnych kantów mogą zmienić wynik "jednego meczu", ale nie ich serii. A dzięki Bogu w nauce "jeden mecz" ma mniejsze znaczenie niż w pice nożnej. Natomiast uprawianie nauki bez domniemania "subiektywnej prawdy" połączonego z krytycyzmem wydaje się niemożliwe.
|
| Panie Andrzeju, nie jestem psychologiem, ale najbardziej na tym forum spodobała mi się Pana wypowiedź. Może dlatego, że pomimo całego brudu, jaki nas w codziennym życiu otacza (oby po 21-10-2007 uległo to zmianie!), i mimo tego, co pan Witkowski stara się udowodnić, Pan wierzy w szczerość, prawdę i naukę. Dziwię się tylko, że tacy ludzie jeszcze istnieją. Dziekuję. |
Andrzeju,
Dziękuję za jawny i otwarty wpis. Ja także jestem daleki od tryumfalizmu w ocenie powodzenia swojej prowokacji, ale z innych niż Ty powodów. Spróbuję przekonać Cię jednak, że nie we wszystkich kwestiach masz rację.
Większość przykładów, które podajesz dotyczy tzw. nauk gorących – fizyki, medycyny, genetyki czy biotechnologii, dziedzin silnie sprzężonych z biznesem, czy postępem technologicznym. Prawdą jest, że tam działa mechanizm samooczyszczania się nauki, a oszuści są natychmiast wykrywani i piętnowani. Czasami przeprowadza się replikację eksperymentów w noc po ukazaniu się wyników! Psychologia nauką gorącą nie jest i obawiam się, że nigdy nie będzie. To niestety powoduje, że „patałachy” mogą wygrać więcej niż 80% meczów. Oto przykłady:
Psychoanaliza, która z nauką (poza historią nauki) nie ma nic wspólnego funkcjonuje z powodzeniem od przeszło stu lat. W tym samym instytucie, w którym Ty uczyłeś mnie psychologii społecznej inni nauczali mnie psychoanalizy i innych bredni. NLP – ponad 30 lat rozwijającej się kariery. Jak przeczytasz na moim forum, niektórzy wykładowcy SWPS nauczają tego w ramach normalnych zajęć. Ustawienia Herlingerowskie, kinezjologia, metoda Silvy i masa innych bzdur znajduje doskonałe warunki do rozwoju na wyższych uczelniach. Aby przekonać mnie, że mechanizm samooczyszczania się nauki w psychologii jest skuteczny, musiałbyś przekonać mnie a) do tego, że wspomniane prądy są nauką, b) nie ma ich na wyższych uczelniach i w czasopismach w rodzaju „Charakterów” c) są poddawane ostrej krytyce.
Powołanie się na CBA, CBŚ i ABW nie jest zbyt ładne i nie wiem jaki chcesz tym wywołać efekt. Równie dobrze mógłbyś w tym miejscu powołać się na Karla Poppera i zasadę sceptycyzmu. Dla uzupełnienia – większość eksperymentów z zakresu psychologii społecznej nie różni się niczym od mojej prowokacji, a także od działań owych przytaczanych przez Ciebie służb. NO! Może jedynie tym, że tam osobami badanymi nie są profesorowie psychologii...
Ostatnia wreszcie rzecz, której zupełnie nie wziąłeś pod rozwagę. JPSP nie czytają czytelnicy, którzy mają w życiu problemy i czasami rozpaczliwie więc poszukują pomocy i najgorszy błąd w ocenie proporcji talia/biodra nie zrobi im krzywdy. „Charaktery” niestety dla takich ludzi są często drogowskazem. Czy polecisz im poczekać, aż psychologia oczyści się z bzdur? A może to przy ich pomocy ma się z owych bzdur oczyszczać?
|
Tomek – (to moje sosbiste zdanie) moim zdaniem w walce o etyczne zachowanie psychologa pomyliłeś kilka spraw, co moim zdaniem uczyni wiele wrzawy wokół Twojej prowokacji – ale korzyści za wiele nie przyniesie. Nie żebym lekceważyła, któraś z nich, ale każda moim zdaniem wymaga osobnej dyskusji.
Pierwsza sprawa moim zdaniem to batalia jaką toczysz z pismem popularno-naukowym i wykazanie, że jest nierzetelne i niewiarygodne. Oczywiście karygodne i godne potępienia są wskazane przez Ciebie zaniedbania redakcji: na przykład nie posłanie tekstu do recenzji, plagiaty, sugestie zmian itp. Ale to tylko walka z nieuczciwym lub niekompetentnym wydawcą. Nic więcej. Przy okazji bardziej elegancko by było gdybyś wykazał, że tekst opublikowany przez kogoś w tym piśmie jest nieprawdziwy – wykorzystana przez Ciebie forma prowokacji sama w sobie jest podejrzana – i Ciebie jako jej Autora stawia w dwuznacznej sytuacji (z jednej strony walczysz o uczciwość ale nie bardzo uczciwie).
Druga sprawa dotyczy „karmienia” ludzi wątpliwymi teoriami i przyzwolenie na to (lub wręcz wspieranie tego procederu przez psychologów). Wiesz o tym, że mam zbliżone do Twojego zdanie o psychoanalizie, NLP i tym podobnych trendach. Ich szkodliwość społeczną jednak moim zdaniem przeceniasz, tak jak przeceniasz wpływ „prawdziwej” psychologii na poprawę ludzkiej kondycji. NLP ludziom z kłopotami nie pomoże – a tym bez kłopotów nie zaszkodzi (chyba, że się nie znam). Ja osobiście uważam, że lepiej, żeby ludzie fascynowali się NLP i czyteli poradniki z tego zakresu niż nie czytali niczego (ale to moja prywatna opinia). Poza tym jest wolny rynek (także, co może drażnić, w świecie idei) i to klient wybiera co mu pasuje – jeżeli płaci za szkolenie NLP, a jakbyśmy chcieli to „prawdziwe” – poparte twardymi danymi – to trudno. Tu nasza rola by klienta przekonać do wartościowości psychologii. Ty (ja, inni) możesz publicznie rozprawiać się z „wątpliwymi” ideami, możesz ich nie firmować swoim nazwiskiem, ale nie możesz ich zakazać. Bo stąd już krok wiadomo do czego.. Rozumiem troskę o pacjentów i ludzi z prawdziwymi problemami - ale śmiem wątplic aby Ci szukali w pismie popularno naukowym pomocy. To sparwa specjalistów, których działania nie potrafie ocenić - po prostu się na tym nie znam. To w ogóle być może najciekawszy - konstruktywny wątek tej dyskusji - jak połaczyć działania badaczy z działaniami praktyków. Wszyscy wiemy, ze te dwa światy słabo do siebie przystają, wszyscy też czujemy, że to powinno się zmienić.
Trzecia sprawa to nieuczciwość badaczy. To ważny problem, ale moim zdaniem nauka nie wymaga śledczych, służb specjalnych i urzędników, którzy roztaczają kontrolę nad naszymi działaniami. Z lękiem pomyślałam, że udzieliła Ci się paranoja polityków i zarządzasz zaraz prócz lustracji i deubekizacji, także śledztwa w sprawach publikacji. Zostawmy to politykom. Fałszywe lub błędne wyniki badań weryfikują się same. Przecież do historii nie przechodzą sporadyczne publikacje nawet w dobry pismach – ale te, które są wielokrotnie na różne sposoby weryfikowane, a wyniki w oparciu o które powstają są replikowane. Wiec zgadzam się z Andrzejem, że nauka oczyszcza się samoczynnie, bez udziału służb specjalnych, z chłamu, szumu i przypadkowości. A co do karier indywidualnych budowanych na błędach i przekłamaniach – ja takich karier nie znam, bo nie liczba publikacji jest tu kryterium, a wiele innych działań.
|
Małgosiu, zarówno wypowiedź Twoja, jak i Andrzeja utwierdza mnie w tym, ze powinienem być daleki od tryumfalizmu (nawiasem mówiąc podobne jest stanowisko i strategia kilku innych profesorów, którzy zostali przeze mnie uwikłani w tę sprawę, a którzy nie zabrali głosu publicznie). Otóż strategia owa polega na:
1) Koncentracji na metodzie, co pozwala odsunąć główny problem na bok i pogrozić autorowi palcem. Metoda jest kontrowersyjna, ale ona odkrywa problem, który istnieje, bez względu jaką metodą zostanie odkryty - ładną czy brzydką.
2) Uzupełnienie pierwszej strategii jest strategia pomniejszania problemu. Np. psychologia nie ma aż takiego wielkiego wpływu na życie ludzi, psychoterapia nie może zrobić aż tak wiele złego, a poza tym nauka poradzi sobie z oszustami.
O innych strategiach, pojawiających się w korespondencji ze mną jak np. (zastraszanie) pisał nie będę, bo myślę, że mają marginalne znaczenie dla sprawy.
Jestem przekonany, że te dwie strategie będą dominowały ze strony "profesorskiej" przez większość czasu, jaki będzie toczyć się ta dyskusja. Pierwszej strategii komentował nie będę. Jeśli komuś wystarczy obrażenie się na metodę, ma problem już z głowy. Nie sądzę też aby dalsze pisanie o tym cokolwiek konstruktywnego wniosło do dyskusji.
Jeśli idzie o strategię drugą cyt.:"Ich szkodliwość społeczną jednak moim zdaniem przeceniasz, tak jak przeceniasz wpływ „prawdziwej” psychologii na poprawę ludzkiej kondycji", to zaprotestuję przy wykorzystaniu faktów i mam nadzieję na ten poziom sprowadzić dyskusję:
W czasie kilkudziesięciu lat do wybuchu II wojny światowej psychologowie (akademiccy) walnie przyczynili się do rozwoju eugeniki, której owocem było kilkadziesiąt sterylizacji przeprowadzonych na ludziach, następnie niezwykle czynnie wzięli udział w zatrzymaniu i cofnięciu fali emigracji, z której duża część trafiła do krematoriów. Najbardziej zaangażowani psychologowie? Yerkes, Terman, Goodard - uczymy się o nich na zajęciach, ale nie o ich wkładzie w zbrodnie przeciwko ludzkości. Liczby, szczegóły i odnośniki znajdziecie w moim tekście, który zamieszczę wkrótce na tych stronach dla przypomnienia historii: Zakazana psychologia - Poprawianie inteligencji.
Terapia - mogę Ci Małgosiu prywatnie przekazać kontakty mężczyzn, których psychologowie na podstawie wyników testów projekcyjnych pozbawili opieki rodzicielskiej wcześniej wmawiając im podczas terapii, że byli przez tych ojców molestowani. Jeden z nich jest nawet z Krakowa. Oni też mogą Ci opowiedzieć o obojętności, jakiej doświadczyli ze strony psychologów akademickich. Rzecz zresztą dotyczy nie tylko ojców, czasami obu rodziców, dziadków lub innych krewnych. Myślisz, że rozbijanie przez terapeutów rodzin jest nic nie znaczącym problemem i powinniśmy pozwolić rozwiązać go rynkowi usług terapeutycznych? Więcej na ten temat na tych stronach: Zakazana psychologia - Niebezpieczne terapie.
Jeśli chcecie więcej faktów, mogę je przepisywać z zamieszczonych tam tekstów i wygrzebać ich jeszcze więcej. No i oczywiście nigdy żadnemu terapeucie nie udowodnimy, że przyczynił się do samobójstwa swojego pacjenta - na to są zbyt sprytni. Terapeuci, nie pacjenci.
A teraz kwestia oczyszczania się nauki. Sir Cyril Burt oszukiwał przez całe swoje życie, dostał za to tytuł szlachecki, a po śmierci, kiedy odkryto jego matactwa grono profesorskie z Eysenckiem i Jensenem na czele bronili go jeszcze przez wiele lat. Niezwykle skuteczny mechanizm samoweryfikacji.
Oszustwa psychologa Stephena Breuninga skazanego przez sąd (nadużycia w zakresie badań nad dziećmi upośledzonymi umysłowo!)zostały ujawnione przez niejakiego Roberta L. Sprague, który był przez kilka lat szykanowany przez środowisko i media (Więcej: Zakazana psychologia - Epigoni sir Cyrila Burta)
Mogę Ci jeszcze napisać o kilku innych naukowcach, którzy po ujawnieniu oszustw w badaniach zostali zwolnieni z pracy i przez lata szykanowani. Gratuluję zaufania do mechanizmów samoweryfikacji nauki!
Nie mam absolutnie nic przeciwko wolnemu rynkowi, jestem przeciwny jakimkolwiek polowaniom na czarownice, ale żądam od naukowców postawy ŚWIADOMEJ i ODPOWIEDZIALNEJ. W tym właśnie celu wyrwałem Was z ciepłych profesorskich foteli. Razem tę żabę będziemy przełykać ;-)
|
Tomku, poczułem się wywołany do odpowiedzi niektórymi fragmentrami Twojej repliki, dlatego "zgłaszam się".
1. CBS, CBA itp. przywołałem gdyż Twoja prowokacja skojarzyła mi sie z rysunkiem Mleczki: po chodniku kroczy facet z oczami lekko wytrzeszczonymi w sporym zachwycie, przed nim na chodniku "stówa" na nitce. Za rogiem drugi koniec nitki trzyma w ręku dowódca trzyosobowej grupy odpoowiednio ubranych i wyekwipowanych (kaski, noktowizory, radiotelefony, ochraniacze, "kałachy", kominiarki itp.)mężczyzn, na ich umundurowanych na czarno "klatach" napis: CBS. Twoja prowokacja zasadza się właściwie na tej sztuczce: podrzuciłeś "Charakterom" "stówę" na sznurku, a redakcja "dała się złapać". Ta metafora ilustruje do czego może prowadzić przyjęcie w nauce (i jej okolicach) zasady "domniemania kłamstwa" zamiast dotychczas obowiązującej - "domniemania (subiektywnej) prawdy". Nie wyobrażam sobie uprawiania nauki, rozumianej jako proces społecznej wymiany informacji, przy przyjęciu zasady "domniemania kłamstwa", chociaż zasada ta jest uzasadniona w tych obszarach życia, którymi zajmują się "frmy" typu CBA czy ABW. Nieśmiało przypominam, że popperowska zasada sceptycyzmu to nie to samo, co zasada "domniemania kłamstwa": Popper nakazuje jedynie, aby testując teorię zwracać większą uwage na "dowody negatywne" niż "pozytywne" i tak organizować testy aby poszukiwać owych "negatywnych dowodów" i je uznawać za rozstrzygające (znalezienie jednego czarnego łabędzia jest lepszym dowodem na nieprawdziwość teorii głoszącej "wszystkie łabędzie są białe" w niż znalezienie 3 mln białych łabędzi na prawdziwość tej teorii). Popper wzywa do sceptycyzmu wobec twierdzeń teorii, a nie do sceptycyzmu wobec uczciwośći jej autora.
2. Psychologia nie jest "nauką gorącą", więc w odniesieniu do niej ryzyko i zagrożenie jest większe niż w medycynie czy fizyce.
Jeśli przeczytasz uważnie Swoją odpowiedź na wpis "Małgorzaty K." (fragment o eugenice)powinieneś zauważyć, że to argument "na wyrost". "Gorące" nauki mają na sumieniu pewnie więcej grzechów niż psychologia (eugenika, lobotomia czołowa, taolamid - jeśli dobrze pamiętam nazwę tego leku z pocz. lat 60 itp.).
3.Jakie masz dowody, że psychoanaliza, NLP, metoda Silvy, "ustawiania" itp. szamaństwa obiektywnie szkodzą pacjentom? To, że nie pomagają? A rutionoscorbin i krople na katar to niby pomagają? Jest, we wszystkich naukach a największy pewnie w ich aplikacjach, duży obszar niepewności, który - w imię zysku i wzrostu gospodarczego - bywa (niekiedy świadomie i cynicznie) wykorzystywany: "wciska" się ludziom "produkt o naukowo udokumentowanej skuteczności", chociaż tak naprawdę dowody są wątłe, albo nie ma ich wcale.
Podobnie w normalnym życiu: chodzi po świecie wielu "złych ludzi", wobec których zasada "domniemania prawdy" okazuje się zwykłym "frajerstwem", ale normalne życie społeczne wymaga, aby większość ludzi kierowała się tą zasadą, a nie zasadą "domniemania kłamstwa". Są tego pewne koszty, od czasu do czasu ktoś "wychodzi na frajera" (np. redakcja "Charakterów"), ale gdyby z tego powodu powszechna stała się zasada "domniemania kłamstwa" zamarłoby życie społeczne, jakie znamy. Dlatego bronię swojego zdania. Koszty wynikające z rezygnacji z zasady "domniemania prawdy" (co nie znaczy braku sceptycyzmu)dla funkcjonowania życia społecznego (głównie nauki) byłyby niewspółmierne w stosunku do ewentualnych z tego korzyści. Twoja prowokacja jest o tyle niebezpieczna, że może u niektórych osób spowodować "przesunięcie" w kierunku zasady "domniemania kłamstwa" z negatywnymi tego konsekwencjami.
4.Twojej prowokacji można też zarzucić jedno z nadużyć, o którym (chyba) piszesz w "Zakazanej psychologii". Idzie o "grzech" niepotrzebnego badania - wiadomo "co wyjdzie", bo wielokrotnie wychodziło, ale dla chwały robimy. Niejednokrotnie "wychodziło", że można nawet najmądrzejszym redakcjom sprzedać idiotyzm w naukowym opakowaniu, czyżby więc chodziło o to, aby tej właśnie redakcji/radzie naukowej, w tym, a nie innym składzie personalnym pokazać "czarno na białym", że i im można? Nie wiem jak jest, ale Twoja prowokacja wygląda na "coś osobistego", a to jeden z "grzechów" przeciw naukowej prawdzie i postawie, która - w idealizacyjnym skrócie - powinna przypominać gangsterską "neutralność": "uwierz John to nic osobistego" mawiają postaci z filmów gangsterskich strzelając oponentowi w brzuch. Mam nadzieję, że Twoja prowokacja to (jednak) "nic osobistego". |
Zachowawczość i usprawiedliwianie tej postawy poprzez argumenty o podsłuchach, śledzeniu, metodach CBA jest obrzydliwe. To czy ta metoda skoncentruje uwagę na zjawisku, czy na samej metodzie zależy od ludzi, ich zasad, a w konsekwencji ich postawy. Ktoś kto jest mięciutki jak plastelina będzie się skupiał na metodzie, bo jest kontrowersyjna i łatwo zająć bezpieczną pozycję, ktoś kto ma zasady i ich broni, bedzie się skupiał na problemie, bo on jest istotą prowokacji.
Ponad to zaniechanie jest takim samym przestępstwem jak działanie i żadne wywody psychologiczno-filozoficzne, które sprowadzają się do nadmiaru słów, tego nie zmienią. Myślę, że nie byłoby prowokacji jeśli Rada wykazałaby minimalne zainteresowanie tym, co drukuje się w Charakterach, a przede wszystkim zgłaszanymi wątpliwościami przez kolegę, którego się tak ceni w środowisku, czego dowodzą wpisy na forum i w księdze.To są powody do wstydu, jednak nie dla Pana, Panie Tomaszu.
Nie rozumiem obrony Charakterów i stawiania pisma w świetle "frajera", czy "jednej wpadki". Co to oznacza, że redakcja "dała się złapać"? Czy to jest uczeń w szkole, który nie odrobił zadania i Pani akurat wylosowała jego numer? Proszę to nazwać po imieniu: był to brak rzetelności, uwagi, dociekliwości, odpowiedzialności dziennikarskiej przed czytelnikami. Błąd Charakterów jest oczywisty i nie ma co próbować go zatuszować, usprawiedliwić, czy przerzucać poprzez uwypuklanie wątku metody, który można ocenić: dobry/zły/nie mam zdania.Wątek zamknięty.
Proszę skupić się na meritum problemu - wciskaniu ludziom bzdur, podczas kiedy są pewni, że czerpią z tego WIEDZĘ, istotną z punktu widzenia ich życia, ich postaw społecznych, ich samoświadomości, czy choćby banalnie -zainteresowań.
z poważaniem
K. |
Tomku,
ja nie wiem o jaki triumfalizm Ci chodzi – myślałam, że leży Ci na sercu sprawa – a nie wykazanie swoich racji. Chcę wierzyć, że nie usiłujesz dowieść, że ludzie (badacze? ) są źli, a świat (nauki) niesprawiedliwy, a będziesz dążył do uporządkowanej i merytorycznej dyskusji. Dla mnie, przy okazji, dyskusja to nie wywijanie lepiej lub gorzej skrojonymi argumentami ale chęć wypracowania lub przyjęcia jakichś rozwiązań. I chcę sądzić, że jesteś gotowy nie tylko do obnażenia smutnej prawdy o nauce i naukowcach, ale masz pomysły, jak można wskazane problemy rozwiązać. Zobacz, że gdybym zlekceważyła problemy o których piszesz to nie traciłabym czasu na pisanie jakichś komentarzy.
Specjalnie nie podpisałam tej wypowiedzi – licząc, że i tak Ty będziesz wiedział kto pisze, a nikomu z czytających nie przyjdzie do głowy, że wypowiadam się w czyimś imieniu lub żeby traktować mój głos jako głos „środowiska” lub „innych profesorów”. A wydaje mi się, że tak to odebrałeś – nie wiem czy głos jest typowy czy nie – ale proszę, żebyś traktował moje wypowiedzi jako mój prywatny punkt widzenia. Skwitowanie komentarza, że to typowa strategia dla „kilku innych profesorów” odwraca uwagę od istotny dyskusji. A teraz do rzeczy:
1. Zwróć uwagę, że pozwoliłam sobie wprawdzie na własną ocenę metody jaką zastosowałeś –ale nie koncentruję swojej wypowiedź na potępianiu Twojego czynu – w paragrafie w którym do tego się odnoszę, chodzi mi raczej o problem jakim jest wykazanie niekompetencji / nieuczciwości redakcji. Tylko tyle. I niezależnie od tego co piszą inni – metoda, którą użyłeś w mojej ocenie nie jest dobra. Także dlatego, że właśnie ogniskuje uwagę na samej sobie a nie na problemie. I też więcej do tego się nie odniosę – zwróć tylko uwagę na to co pisze Karolina.
2. Moim głównym celem było pokazanie kilku wątków tej dyskusji których mieszanie moim zdaniem jej zaszkodzi – oczywiście nie w sensie medialnym, bo niektóre z nich łatwo ograć – po prostu. A ciągle mam nadzieję, że nie na wydarzeniu medialnym Ci zależy i także nie na tym by poznać reakcje (zwłaszcza te emocjonalne) „środowiska”.
3. I znowu, gdybyś nietendencyjnie przeczytał komentarz odnoszący się do szkodliwości lub nie różnych idei psychologicznych – to po pierwsze pisałam to w kontekście popularyzowania wiedzy (bo pretekstem do rozważań są Charaktery), – i tu naprawdę – nie umniejszając problemu ani go nie lekceważąc – będę się upierała, że są groźniejsze idee niż wiedza o NLP. Inną sprawą – i o tym też pisałam, ale w ogóle się do tego nie odniosłeś – jest przenikanie fałszywych idei do praktyki psychologicznej – tu sprawa jest poważna. Zaproponowałam jak mi się wydaje realną i konstruktywną – bo opartą na współpracy a nie śledzeniu - płaszczyznę dyskusji.
4. A teraz o oczyszczaniu nauki – te przykłady, które podajesz są pokazują jednak, że nauka się samoczyszcza. Może nie są to mechanizmy perfekcyjne ale są. A może masz jakieś pomysły jak takim sytuacjom zapobiegać.
I na koniec – możesz oczywiście ŻĄDAĆ od badaczy postawy świadomej i odpowiedzialnej – mógłbyś jednak nie tyle żądać co proponować i współpracować …
I to co teraz wesprze Twoje ukryte przekonanie o „układzie” – zgadzam się z Andrzejem.
|
Poprawka do poprzedniego wpisu: chodzi oczywiście o KILKADZIESIĄT TYSIĘCY STERYLIZACJI.
Andrzeju. Oto krótki wynik badania Twoich wpisów:
Pierwszy wpis: CBŚ, CBA, ABW.
Drugi wpis: CBŚ, CBA, CBŚ, CBA, ABW.
A co byś powiedział na stwierdzenie, że Twoja metoda umniejszania wagi zdarzenia i rozmywania odpowiedzialności jest: „żywcem wyjęta z katalogu metod stosowanych przez bezpiekę dla tuszowania zbrodni popełnionych przez reżim komunistyczny”?
CZY NAPRAWDĘ CHCESZ SPROWADZIĆ DYSKUSJĘ DO TEGO POZIOMU? CZY TEŻ POSŁUGUJESZ SIĘ TYMI SKOJARZENIAMI ZNAJĄC MNIE I WIEDZĄC, ŻE JA NA TEN POZIOM NIE PRZYSTANĘ?
A tak przy okazji, może napiszesz do Alana Sokala, Stanisława Lema, Jerzego Kosińskiego, Raja Persauda, studentów fizyki z MIT i paru innych osobistości posługujących się ze swadą metodą prowokacji z informacją, że ich metody to „specjalność CBA, CBŚ i ABW”?
1) Masz 100% racji. Opublikowałem w „Charakterach” ok. 14 artykułów opartych na empirii. To białe łabędzie. Opublikowałem 1 artykuł, który jest oparty na fantazjach i oszustwach – to czarny łabędź.
2) Albo źle się wyraziłem, albo źle zrozumiałeś. Fakt, że psychologia nie jest nauką „gorącą” pozwala przetrwać oszustom bez zdemaskowania dziesięciolecia i to jest jej większe ryzyko w porównaniu do nauk ”gorących”. Być może te nauki mają więcej ofiar , ale licytowanie się na ilość ofiar już samo w sobie jest absurdalne! Przy okazji korekta: eugenika jest naszym dziełem Andrzeju, nie przedstawicieli nauk „gorących”. Nie uciekajmy z cienia porażki!
3) Mam wiele dowodów na to, że szkodzą. Tak się składa, że od wielu już lat aktywnie działam w sferze praktycznej, czasami publicznej. Ludzie, którzy są ofiarami „tolerancji” środowiska naukowego trafiają do specjalistów, którzy mają wiele pracy, aby ich z tego wyciągnąć i wiele żalu tego środowiska o brak jakiegokolwiek działania. Nie będę opisywał tutaj nieszczęść tych ludzi, bo posługując się takimi argumentami sprowadziłbym dyskusję niemal do poziomu tej z CBA, ABW i CBŚ. Chętnie przekażę Ci prywatnie adresy osób poszkodowanych i tych, którzy im pomagają.
Argument mówiący o tym, że jeśli inni tolerują sprzedaż bezwartościowych produktów, to dlaczego my nie możemy jest uciekaniem od odpowiedzialności. Ja nie znam się na rutinoscorbinie, dlatego nie wypowiadam się na ten temat. Znam się na psychologii i czuję się odpowiedzialny, aby zabrać głos w sprawie szarlatanerii w tej dziedzinie.
Kwestia „domniemanej prawdy” i „domniemanego kłamstwa”. Wytłumacz mi proszę, dlaczego redakcje czasopism naukowych wysyłają artykuły co najmniej do 2 niezależnych recenzentów? Dlaczego wysyłając artykuł zakreślają nazwisko autora tak, aby nie można było go przeczytać? Dlaczego odrzucają artykuł, jeśli choćby jedna recenzja nie jest pozytywna? Czyżby czołowe pisma z tzw. „listy filadelfijskiej” były inspirowane działaniami CBŚ, ABW i CBA? A może powinieneś swoją koncepcję „domniemanej prawdy” przedstawić w tych redakcjach?
4) Zmartwię Cię. Moja prowokacja ma bardzo głęboki osobisty wątek. Napiszę Ci dokładnie to, co w prywatnej korespondencji przekazałem Łukaszowi, który tutaj nie zabrał głosu. Otóż, chciałbym zachować sens wielu lat poświęconych na studiowanie psychologii, a później pracę badawczą i pedagogiczną. Rozpoczynałem swoje studia z wiarą, że psychologia potrafi wiele rzeczy wyjaśnić. Wielokrotnie wiara ta była poddawana ogromnej próbie przez hochsztaplerów rożnej maści, w tym wykładowców wyższych uczelni. Dzisiaj nierzadko wstydzę się tego, ze jestem psychologiem - w przeciwieństwie do wielu zadowolonych. Wstydzę się, bo przedstawiciele mojego zawodu nadużywają swojej pozycji, a zarzuty stawiane badaniom psychologicznym lub terapiom z jakimi często się spotykam, muszę uznać za słuszne i jedyne co mi pozostaje to spuścić ze wstydem głowę. Nie chcę całe życie czuć się jak członek kliki oszustów i naciągaczy, a niejednokrotnie przynależność do tej grupy zawodowej sprowadza się do tego właśnie. To co robię jest próbą przywrócenia godności dla zawodu, który uprawiam.
P.S. Pani Karolino, dziękuję za proste i jasne przedstawienie tego, o co toczy się ta dyskusja. Powstał tutaj swoisty „kącik profesorski”, a z profesorami to już tak bywa, że zapytani o godzinę odpowiadają 45 minut ;-). Pozdrawiam!
|
Małgosiu,
przepraszam za tę gruboskórną z mojej strony demaskację i jednocześnie proszę o cierpliwość - odpowiem jutro i na pewno wyczerpująco. Narobiłem sobie trochę pracy z tą prowokacją i dzisiaj już nie daję rady. Dzięki za konstruktywny głos i dobranoc. |
Skoro już CBA to może też IPN
BIAŁEK BOGDAN IPN BU 00283/451 /Lista wildsteina/ |
|
| |
| |
|  |  |
|