wiele watków porusza przypadki "krzywdzenia" przez psychologów ludzi poszukujących pomocy
ja chciałbym poruszyć problem "krzywdzenia" przez psychologów ludzi poszukujących wiedzy
ewidentny dla mnie jest ostatnio przykład studiów podyplomowych z HR, których posiadanie w ofercie edukacyjnej jest ambicją chyba każdej już uczelni (dobra kasa i prestiż)
proste skojarzenia miękkich procesów HR z psychologią sprawiają, że jako wykładowców zaprasza się kolegów - psychologów
niestety kolegom - psychologom, którzy nie mają pojęcia o HR, trudno oprzeć się pokusie dodatkowych "godzinek"
dochodzi do sytuacji w których cały lub duża część składu kadry dydaktycznej to ludzie, którzy nie mają praktycznego doświadczenia, wiedzy, ani nawet zainteresowania przedmiotem studiów
jak sobie z tym radzą psycholodzy - wykładowcy - specjaliści od wszystkiego?
dwie główne metody - pierwsza polega na zakupieniu w księgarni ksiązki o HR i przerobieniu jej na wykłady, druga polega na prowadzeniu "swoich" zajęć, tj. np. fizjologicznych podstaw zachowania i wmawianiu słuchaczom, że jest to bardzo przydatna w HR wiedza
jak sobie z tym radzą słuchacze?
jeśli są to starsze, świadome zawodowo osoby - robią awantury i rezygnują ze studiów, jeśli są to młodsze osoby, które nie mają doświadczenia zawodowego - najczęściej "połykają" to czym są karmione i cieszą się z kolorowego dyplomu :)
dla mnie to zgroza |