Tomasz Witkowski
W obronie rozumu - blogHistoria pewnej prowokacji...O mnieZakazana psychologiaLapidarium
Forum
Księga gościEnglish version
Forum

Forum  >  Są tacy ludzie jak pan Tomasz

Ludzie są różni, różnie patrzą na rzeczywistość. Są ludzie mądrzy, ciekawi, pociągający. Są też niestety ludzie głupi, odpychający, niewiarygodni...

Tacy ludzie, jak Pan Tomasz, też istnieją - którzy poświęcają pokłady swojej energii i czasu na to, by odkryć, co nie działa, co jest złe, popsute i uszkodzone. Być może bardziej skuteczną metodą byłoby szukanie tego, co działa, co jest dobre i skuteczne... ale kto by się nad tym zastanawiał...? Lepiej przecież walczyć ze złem, niż szerzyć dobro... czyż nie?

A może jednak warto się zastanowić, czy nie przestać tropić spiski, sekty, pseudonauki i zająć się promowaniem tego, co jest wartościowe i godne uwagi?

Pan Tomasz nawet do tego stopnia walczy z pseudonaukowymi bredniami, że sam produkuje brednie i układa misterny plan, by swoje bzdury puścić w świat. Mowa oczywiście o jego prowokacji. Rozumiem, że jego intencją jest wykorzenienie pseudonauki. Ale jeszcze nigdy nie słyszałem o tym, że można to zrobić poprzez publikację pseudonaukowego artykułu.

Podzielił Pan ludzi na zwolenników i przeciwnków swojej prowokacji. Gdyby był Pan dobrym psychologiem - zjednoczyłby Pan ludzi, a nie dzielił.

Tysiące ludzi w tym kraju przeczytało Pana artykuł i uwierzyło w Pana bełkot. Kto to teraz odwróci? Kto do nich dotrze i skutecznie wyperswaduje, że to nie była prawda?

Jak wiemy z niektórych badań - samo poinformowanie kogoś, że coś jest bzdurą, nie sprawia, że ten ktoś przestaje w tę bzdurę wierzyć. Jeśli uwierzył - będzie bronił swoich poglądów. Atakowany - będzie je umacniał. Ba, do tego nie trzeba badań! Wystarczy żyć wśród ludzi i ich obserwować, by zauważyć, że tak to wygląda.

Gratuluję! Na pewno w całej Polsce wielu ludzi dzięki Panu uwierzyło w pola morfogenetyczne i inne rzeczy, które Pan spłodził.

Udało się Panu też skutecznie "udowodnić", że "Charaktery" to niekompetentne pismo. Oczywiście nie liczy się już teraz ile mądrych, użytecznych i wartościowych artykułów opublikowały "Charaktery" przez lata swojego istnienia. Teraz wszyscy patrzą na ten jeden artykuł, na tę jedną prowokację.

Posunął się Pan do kłamstwa, by wykorzenić kłamstwo. Do manipulacji, by wykorzenić manipulację. Takie jest moje zdanie. Powinien się Pan nad sobą zastanowić.

Pozdrawiam
Jakub Woźniak
Tomasz Witkowski
2007/12/22 19:02:00
Panie Jakubie,
bardzo dziękuję za jawny wpis. Gdybym prowadził aptekę i miał podejrzenie, że w co setnej fiolce lekarstw znajduje się trucizna, to najpierw zamknąłbym tę aptekę a następnie albo wyrzucił wszystkie leki, albo sprawdził fiolkę po fiolce. I to bez względu na to jak zbawienne leki stałyby na półkach.
Pan sugeruje, żebym nie zwracał uwagi na to, ze aptekarz sprzedaje truciznę tylko dlatego, że ma na półkach inne dobre leki? Tylko dlatego, że nieszczęście dotknie co setnego? Gdyby nawet jednego na tysiąc, to dziękuję, ale to dla mnie nie do przyjęcia. Naprawdę, zastanawiałem się nad tym wielokrotnie i to bez Pana zachęty - jedną z najgorszych postaw jaką znam jest obojętność w stosunku do nadużyć, oszustów, naciągaczy, złodziei czy szarlatanów.
"Lepiej przecież walczyć ze złem, niż szerzyć dobro... czyż nie?"
Ano obawiam się, że chyba jednak nie. O wiele łatwiej jest odwrócić wzrok od złodzieja wyciągającego komuś portfel i w tym czasie przeprowadzić staruszkę przez jezdnię. Niech Pan spróbuje w wolnych chwilach powalczyć ze złem. Chętnie wymienię się spostrzeżeniami. Pozdrawiam.
Jakub Woźniak
2007/12/23 12:52:07
Jak na razie to Pan wyprodukował największą dla tego pisma truciznę.

Gdy za 10 lat ktoś sięgnie do archiwalnego numeru "Charakterów" i przeczyta Pana artykuł, nie będzie tam żadnego wyjaśnienia ani sprostowania, że to bzdura. Nie zastanowił się Pan nad konsekwencjami. Ludzie latami opowiadają sobie brednie i w nie wierzą. Oboje dobrze o tym wiemy.

Jeśli chciał Pan zwrócić uwagę na problem przedostawania się pseudonauki do psychologii, mógł Pan po prostu napisać o tym artykuł i pokazać konkretne przykłady, zamiast dostarczać kolejnych.

Nigdy nie walczę ze złem i nie będę. Z kilku względów. Oto jeden z nich.

Komuniści zwalczyli faszystów, choć sami robili podobne rzeczy, jak ich wrogowie. PiS walczy z "komuną", choć jego metody do złudzenia przypominają komunistyczne. To mocne przykłady, ale dzięki nim odkryłem, że człowiek sam przekształca się w karykaturę tego, z kim walczy. I Pan też to udowodnił na swoim przykładzie.

Antykomuniści nie istnieją bez komunistów. Antyklerykałowie bez kleru. Itd. Będą się nawzajem trzymać przy życiu, by ich egzystencja miała sens. To dlatego niektórzy politycy wciąż szukają wrogów. Bo bez nich ich rola nie ma sensu. To nie tworzy dobrych emocji. To niszczy.

I jeszcze jeden wniosek, który nasuwa się każdemu, kto wnikliwie obserwuje świat - walka tylko umacnia przeciwnika. Gdy Matka Teresa z Kalkuty została zaproszona na kongres antywojenny, powiedziała: "Zaproście mnie na spotkanie propokojowie, wtedy przyjdę". Ona rozumiała to, o czym mówię.

Dlatego wolę mądrze przekonywać do swoich idei, do swoich poglądów, niż walczyć z nimi. Pan również może rozważyć moje słowa.

Wiem, że dzięki tej prowokacji został Pan zauważony przez wielu wpływowych ludzi, którzy mogą zadecydować o przyszłości wielu istotnych spraw. Do Pana będzie należał wybór, jaką politykę prowadzić wobec tego, co Pan nazywa pseudonauką itp. Czy postawi Pan na restykcyjne przepisy, zakazy i nakazy? Czy może postawi Pan na wolność i pozwoli ludziom wybierać, co chcą robić i w co wierzyć? A następnie mądrze edukować społeczeństwo... Wybór należy do Pana.
Tomasz Witkowski
2007/12/23 15:09:13
"Jak na razie to Pan wyprodukował największą dla tego pisma truciznę."

Aj, aj!! Albo jest Pan perfekcyjnym znawcą tego pisma i psychologii jednocześnie, albo trochę pochopnie wypowiada Pan sądy. Niech Pan spojrzy do wątku "Gratulacje" na str 6 wpis p. Radosława Grucy. Myśli Pan, że mój artykuł wpędzi ludzi w stany samobójcze? Nie przecenia mnie Pan? A sądzi Pan, że promowanie terapeuty głoszacego, że samobójstwo jest kontynuacją procesu terapii jest mniejszą trucizną niż moje bzdury? Z p. Grucą może się Pan skontaktować telefonicznie lub mailowo. Ja chętnie skontaktuję Pana z osobami, które zawodowo zajmują się wyciąganiem ludzi ze skutków terapii promowanych również przez "CH". W innych miejscach tego forum i księgi gości rownież napotka Pan wiele ciekawych opisów działania różnych trucizn. Drobny problem w tym, że ja swoją ujawniłem, a tamte stoją sobie zamknięte w fiolkach na półce w aptece, w aptece z bardzo dobrym szyldem. Brzydzi się Pan moją metodą? A sądzi Pan, że chwytanie dealerów narkotykowych sprzedających koks dzieciakom za pomocą prowokacji też jest nieładne? Radziłby Pan ten proceder zostawić samemu sobie, czy ma Pan jakąś pokojową metodę rozwiązania tego problemu?
Acha, nie wiem, czy zauważył Pan fakt, że redakcja bardzo czynnie uczestniczyła w sporządzaniu tej trucizny. Na pewnym etapie nawet dwukrotnie większy wkład miała w wynik mojej mistyfikacji.

"Gdy za 10 lat ktoś sięgnie do archiwalnego numeru "Charakterów" i przeczyta Pana artykuł, nie będzie tam żadnego wyjaśnienia ani sprostowania, że to bzdura."

Proszę skierować tę uwagę do redakcji "Charakterów". Dwukrotnie zwracałem im uwagę na konieczność zamieszczenia sprostowania merytorycznego. Jak Pan myśli, dlaczego tego nie zrobili?

"Nie zastanowił się Pan nad konsekwencjami. Ludzie latami opowiadają sobie brednie i w nie wierzą. Oboje dobrze o tym wiemy."

Oczywiście! a niektórzy za podobne brednie płacą wpędzając się tym w kłopoty. I to jest ok? Zapewniam Pana, że za "moją" brednię nikt nie będzie mi płacił i nie wpędzi ona nikogo w kłopot, a człowiek zdolny do krytycznego myślenia wyrobi sobie o niej właściwą ocenę.

"Jeśli chciał Pan zwrócić uwagę na problem przedostawania się pseudonauki do psychologii, mógł Pan po prostu napisać o tym artykuł i pokazać konkretne przykłady, zamiast dostarczać kolejnych."

W kilku miejscach tego forum pisałem, ale napisze raz jeszcze. Prawie 2 lata temu zwracałem uwagę redakcji na fakt, że publikują pseudonaukowe śmieci. Odpowiedzieli mi, że wymyśliłem sobie koncepcję spiskową. Zwróciłem też na to uwagę większości członków Rady Naukowej. Większość z nich nie zareagowała. Jak Pan myśli, dlaczego? Niech Pan spojrzy na stronę reklamową "Ch". Może jej lektura czegoś Pana nauczy.

"Nigdy nie walczę ze złem i nie będę. Z kilku względów."

Już Pan to robi, bo uważa Pan, że to co robię jest złe i zwalcza Pan to swoją aktywną postawą. I bardzo dobrze! Bo, zakładając że jestem łotrem, tylko tak ma Pan możliwość utrudnić działanie łotrowi!
Ale Pana deklaracja jest tyleż wygodna co niebezpieczna. Wygodna, bo dzięki kilku Pana przodkom, którzy walczyli ze złem (a niektórzy poświęcali w tej walce życie)może Pan we własnym języku wyrażać publicznie dowolne myśli i sądy. Nie cierpi Pan głodu, prześladowań. Właśnie dzięki nim. Kilku albo kilkunastu policjantów na mrozie patroluje ulice Pana miasta, aby mógł Pan spokojnie, nie napadany przez rzezimieszków wrócić do domu. Oni też walczą ze złem. Nie sądzi Pan, że Pana postawa to zwyczajne kanapowo-fotelowe moralizatorstwo?

"Komuniści zwalczyli faszystów, choć sami robili podobne rzeczy, jak ich wrogowie. PiS walczy z "komuną", choć jego metody do złudzenia przypominają komunistyczne."

Przepraszam, a kto zwalczył faszystów? Jacy to źli ludzie? A komunistów? Też jakieś potwory godne wyklęcia?

"To mocne przykłady, ale dzięki nim odkryłem, że człowiek sam przekształca się w karykaturę tego, z kim walczy. I Pan też to udowodnił na swoim przykładzie."

Musi mnie Pan bardzo dobrze znać wygłaszając taki osąd...

"Antykomuniści nie istnieją bez komunistów. Antyklerykałowie bez kleru. Itd. Będą się nawzajem trzymać przy życiu, by ich egzystencja miała sens. To dlatego niektórzy politycy wciąż szukają wrogów. Bo bez nich ich rola nie ma sensu. To nie tworzy dobrych emocji. To niszczy."

A jak Pan myśli, dlaczego najbardziej pokojowy naród świata - Tybetańczycy stracili swój kraj? A nie przypadkiem dzięki postawie takiej jak Pana? Kto wtedy ruszył ręką? A może większość ludzi zajęta była czynieniem dobra? Albo obawiała się jak pan upodobnić do agresorów? No więc nie upodobnili się...
A jak brzmiała odpowiedź Niemców po wojnie na pytanie "Jak mogliśmy do tego dopuścić?" - OBOJĘTNOŚĆ. I w jednym i w drugim przypadku. I podam Panu jeszcze dziesiątki podobnych, jeśli Pan ich nie zna.

"I jeszcze jeden wniosek, który nasuwa się każdemu, kto wnikliwie obserwuje świat - walka tylko umacnia przeciwnika. Gdy Matka Teresa z Kalkuty została zaproszona na kongres antywojenny, powiedziała: "Zaproście mnie na spotkanie propokojowie, wtedy przyjdę". Ona rozumiała to, o czym mówię."

Panie Jakubie, Matka Teresa jest postacią szlachetną i wykorzystywanie jej przykładu nie jest na miejscu, ale jeśli już Pan poruszył tę kwestię, to proszę mi odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Matka Teresa nie prowadziła swojej działalności w Albanii, kraju z którego pochodziła?

"Dlatego wolę mądrze przekonywać do swoich idei, do swoich poglądów, niż walczyć z nimi. Pan również może rozważyć moje słowa."

Potrafiłby Pan mądrze przekonywać do swoich idei w Afganistanie? W Iraku? W Palestynie lub Izraelu? Tak, rozważę Pana słowa, jeśli wstanie Pan z fotela i wejdzie między złych. Paru ludzi na świecie już to zrobiło, tak jak Pan sugeruje i nawet odnieśli sukces. Niestety, tylko o tych paru historia pamięta. pozostali mają piach w ustach.

"Wiem, że dzięki tej prowokacji został Pan zauważony przez wielu wpływowych ludzi, którzy mogą zadecydować o przyszłości wielu istotnych spraw. Do Pana będzie należał wybór, jaką politykę prowadzić wobec tego, co Pan nazywa pseudonauką itp."

Wpływowi ludzie, jak ich Pan nazywa nie mają ochoty wpływać i decydować. Uczciwie rzecz ujmując, przyjmują Pana postawę - robić swoje. Mądrze i spokojnie. I wie Pan? To naprawdę wygodne. Coraz bardziej się do tego przekonuję. Po co zbierać bez przerwy po gębie, kiedy można spokojnie robić swoje? Prawda?

"Czy postawi Pan na restykcyjne przepisy, zakazy i nakazy?"

Przykro mi Panie Jakubie, ja mogę co najwyżej napisać książkę, artykuł, wygłosić wykład lub... zrobić prowokację. Niech Pan skieruje to pytanie do redakcji "CH", jej rady naukowej, twórców ustawy o zawodzie psychologa itp. "wpływowych" ludzi.

"Czy może postawi Pan na wolność i pozwoli ludziom wybierać, co chcą robić i w co wierzyć?"

Jestem całym sercem za wolnością, tylko... Tylko co powiedzieć tym, którzy wybierając w sposób wolny zostali oszukani, wykorzystani, sponiewierani? Co? Nikt Was nie zmuszał? Wiedziały gały co brały? Odwrócić się i robić swoje nic nie mówiąc? A może stanąć pod gabinetem szarlatana i pomagać wszystkim tym, których ten oszukał?

"A następnie mądrze edukować społeczeństwo... Wybór należy do Pana."

Mądrze, Panie Jakubie to znaczy w niezgodzie z tym co jest, bo zgoda na to nie jest mądra. Jak Pan to pogodzi?

Pozdrawiam i życzę spokojnych Świąt.
Małgorzata Ś.
2007/12/23 22:06:15
Pan Jakub Woźniak napisał: Nigdy nie walczę ze złem i nie będę.
Po czym przedstawił kilka argumentów, zgodnie z którymi metody każdej walki, bez względu na cel zrównują w jego oczach obrońców dobra i czyniących zło.
To jest Pana punkt widzenia. Pana sposób na poruszanie się w świecie sprzecznych wartości.
Być może wyznając takie zasady znalazł Pan spokój sumienia, bo wygodnie jest mieć poważne argumenty na własną bierność wobec Zła, które przecież nie zagraża Panu bezpośrednio (przypuszczam, że w obronie istotnych dla Pana wartości byłby Pan jednak dużo aktywniejszy i bardziej ...waleczny).
To odwieczny dylemat: rzucać się w walkę na rzecz niszczenia Zła, czy trwać w bezczynności, na uboczu zdarzeń, które "mnie nie dotyczą" lub "nie mam przecież na nie wpływu"
Uwazam, że Pan demonizuje konsekwencje negatywne prowokacji w 'Charakterach:" i jednoczesnie nie docenia Pan skutków pozytywnych.
W/g mnie straty to przede wszytkim dyskomfort Redakcji Charakterów (byc może poważniejsze konsekwencje służbowe tych, którzy bezpośrednio przyczynili się do "wyprodukowania" bubla), natomiast nie ma mowy o stratach np. finasowych, bo afera ta działa jak skuteczna ...reklama (sama odszukałam ten numer pisma i wyjątkowo starannie przeczytałam od deski do deski).
Jesli chodzi o wiarygodność pisma, to Redakcja może (szkoda, ze tego nie czyni głośno i wyraźnie) zdecydowanie odciąć się od fuszerek tego typu i wzmóc merytoryczną kontrolą nad przysyłanymi doń artykułami. Taka postawa mogłaby wręcz zwiększyć zaufanie czytelnika. Ludzie wybaczają innym błędy, jesli mają pewność, że z tych błędów wyciąga się poważne konsekwencje i naukę na przyszłość.
...
Człowiek aktywny, działający na rzecz idei, wartości itp. nie tylko osobistych, często naraża się otoczeniu, wprowadza zamęt, bywa kłopotliwy itd. ale dzieki niemu inni, a także całe systemy i organizacje weryfikują swoje działanie.
I dlatego mimo wszystko tak jest WARTO, choć nie zawsze to się tej osobie i innym OPŁACA.
...
W tym wszystkim uciekła gdzieś kwestia nieprofesjonalizmu (czy wręcz ... ignorancji) osób odpowiedzialnych za wartość merytoryczną Charakterów. Pan Tomasz Witkowski w swoje odpowiedzi wskazuje na prościutkie sposoby weryfikacji prawdziwości tez zawartych w artykule oraz zdemaskowania nieprawdziwości samej "autorki". Każdy mógł to stwierdzić... mógł ale nie sprawdził, choć to należalo do jego obowiązków służbowych. Trudno jest mi się ...litować nad taką bylejakością.
A niedostrzegana przez oponentów p. Tomasza Witkowskiego sprawa plagiatu to już bardzo poważny kaliber ignorancji.
Gdy nieudolność (w/g mnie nieudolność to ...eufemizm) została już zdemaskowana, dziwi mnie fakt, że wiele osób za wstyd obwinia demaskatora, a nie winnych tego wstydu ;-)
Pozdrawiam i życzę Pięknych, Spokojnych i Zdrowych Świąt
Małgorzata
Przemysław Winiecki
2008/11/27 12:54:01
Pytanie do p. Witkowskego. Obnażył Pan `Charkaktery`. Zasłużyły sobie na to. Tylko, że uprzednio napisał Pan do nich kilka (czy kilkanaście, mniejsza o to ile) tekstów. To co? Uprzednio nie wiedział Pan, że to szmatławiec? Ja przykładowo nigdy nie dałem się nabrać na lekturę i współpracę z `Charkakterami`. W moich oczach byłby Pan wiarygodniejszy jako demaskator, gdyby uprzednio sam do nich nie pisał, bo Pańskie wcześniejsze artykuły w `Ch` uwiarygadniały to pismo. Sama idea pisma jest felerna, a ludzie z tytułami naukowymi tylko uwiarygadniają coś, co jest z gruntu niewiarygodne i czego uwiarygodnić się nie da.
Tomasz Witkowski
2008/12/04 14:59:11
Panie Przemysławie,
nie, uprzednio nie wiedziałem, że "Charaktery" nie zasługują na szacunek. Tak się składa, że pewne rzeczy zmieniają się w czasie. Kiedy przypominam sobie np. "Przekrój" z lat 70-tych i biorę do ręki współczesne jego wydanie, to zapewniam Pana, że nie wierzę, że to ten sam tytuł. Przypuszczam, że w przeciągu kilkunastu lat i "charaktery" mogły się nieco zmienić. Nie sądzi Pan, że takie zjawisko mogło wystąpić? Jeśli Pan wiedział, że "CH" zejdą na psy od samego początku, to pozostaje mi pogratulować intuicji, wnikliwości i zdolności przewidywania. Nie potrafię Panu dorównać w tym względzie, więc muszę pogodzić się z faktem, że nie jestem dla Pana wiarygodnym demaskatorem. Pozdrawiam.
Przemysław Winiecki
2008/12/08 18:27:58
Nie no... nie napisałem, że nie jest Pan dla mne wiarygodnym demaskatorem, napisałem, że były Pan wiarygodniejszy, nie odmówiłem Panu wiarygodności demaskatorskiej. Przyjrzę się pierwszemu rocznikowi `Ch` i porównam z obecnym, przypuszczam, że aż tak bardzo jak Przekrój się nie zmieniły. Mi akurta łatwo było zobaczyć co `Ch` są warte, bo w `97 byłem na studiach filozoficznych, dopiero potem zacząłem psychologię. W trakcie studiów filozoficznych człowiek uczy się dostrzegać ściemę w tekstach, czego akurat studia psychologicze nie uczą.
Radosław
2010/01/16 20:33:55
Sądzę, że głosy takie jak Pana Jakuba wynikają z uproszczonego sposobu patrzenia na dobro. Jest to podejście nadmiernie psychologizujące, utożsamiające je na przykład z przyjemnością, spokojem lub brakiem przykrości. Weźmy na przykład ów argument z sięgania do archiwum "Charakterów". Wątpliwe, aby ktoś z problemami szukał, trafił lub na dłużej przejął się artykułem sprzed ośmiu lat. Być może dałoby się ten argument obronić, gdyby zawieść naszą wiedzę o społeczeństwie z pomocą rozważań nad wyrywkowością ludzkiej percepcji. Można sobie wyobrazić, że ktoś znajduje tekst, interpretuje go nic nie wiedząc o późniejszych sprostowaniach lub ich braku.
Elżbieta
2010/08/21 23:38:28
Ha, nieźle można się ubawić, czytając teksty pana Jakuba czy pana Przemysława Winieckiego (aczkolwiek, w tym ostatnim przypadku ryzykownym było podpisywanie się imieniem i nazwiskiem pod tym, co pan Winiecki powypisywał -- ,,Mi akurta łatwo było zobaczyć co `Ch` są warte, bo w `97 byłem na studiach filozoficznych, dopiero potem zacząłem psychologię. W trakcie studiów filozoficznych człowiek uczy się dostrzegać ściemę w tekstach, czego akurat studia psychologicze nie uczą.'')!
Cóż za prymitywizm. I to mówi osoba z wyższym wykształceniem filozoficznym i psychologicznym. Włosy się jeżą na głowie.

Panie Witkowski bardzo dziękuję za zaangażowanie i mimo tego typu ludzi spotykanych na swojej drodze, nie zrywanie z tym, co uważa Pan za słuszne.
Tomasz Witkowski
2010/09/03 20:51:19
Pani Elżbieto, dziękuję za miłe słowa.

10 razem elementów
Dodaj nową odpowiedź
Autor*
Odpowiedź*
[[Components/Captcha_:_title]]*
[[Components/Captcha_:_refreshImageTitle]]


W obronie rozumu - blogHistoria pewnej prowokacji...O mnieZakazana psychologiaLapidariumForumKsięga gościEnglish version
Zakazana psychologia II
Zakazana psychologia
Prowokacja
Inne